środa, 25 czerwca 2014

Konkurs!

Dwa wpisy niżej, przy okazji recenzji płynu micelarnego od Dermedic, obiecałam Wam konkurs. Oto on...


Nagrodą w tym konkursie jest wyjątkowy balsam nawadniający do ciała, a właściwie jego koncentrat. Bardzo dobry produkt świetnej polskiej firmy dermokosmetycznej. Dostałam go do testów, ale mam jeszcze dwa takie swoje, więc postanowiłam go przekazać komuś innemu do przetestowania:

 

 

  Hydrain 3 Hialuro, Koncentrat balsamu nawadniający skórę

  

 Składniki aktywne:

Woda termalna, Hydroavena HpO, Kwas Hialuronowy, Mocznik-UREA,Gliceryna, Masło Shea.

  • Wygładzenie przesuszonej skóry
  • Wielogodzinna ulga dla wysuszonej i napiętej skóry
  • Skoncentrowana siła nawadniania skóry
  • Doskonały do pielęgnacji rąk i stóp
  • Do codziennego stosowania.
  • Ratunek dla skóry odwodnionej
  • Skoncentrowana ilość składników aktywnych
  • Nie tłuści odzieży
Rezultat:
 
Wielogodzinna ulga dla wysuszonej i napiętej skóry.





 
Jeśli chcecie przekonać się o jakości tego kosmetyku na swojej skórze, mam dla Was zadanie! Aby wziąć udział w moim konkursie trzeba :


  • być fanem DERMEDIC na FB;
  • być obserwatorem mojego bloga ( lub zamiast tego udostępnić ten post na swoim prywatnym FB)
  • wysłać odpowiedź na pytanie konkursowe do mnie, na mail:  sam.my@op.pl   w tytule wpisując "DERMEDIC"

 

Pytanie konkursowe brzmi: "Jakie składniki aktywne zawiera ostatnio recenzowany na moim blogu dermokosmetyk od Dermedic?"

 

Uwaga!  Jedna osoba może do konkursu zgłosić się tylko raz. Zastrzegam sobie prawo do odwołania konkursu jeśli nie zgłosi się minimum 30 osób. Konkurs potrwa 7 dni: od dziś, tj. 25.06.br do 02.07.br do godziny 18:00. Do trzech dni, po zakończeniu konkursu wylosuję spośród prawidłowych zgłoszeń jednego zwycięzce do którego trafi kosmetyk.  




 Przyszła pora na ogłoszenie wyników rozdania!


Odpowiedź na pytanie konkursowe: 
Składniki aktywne zastosowane w płynie micelarnym Dermedic to Woda termalna, Kwas Hialuronowy, Hydroveg VV, Gliceryna.



Zwyciężczynią losowania została właścicielka maila:

eweli******s91@gmail.com

Gratuluję serdecznie Tobie i czekam na adres do wysyłki nagrody! ;-)




#Sammy

środa, 18 czerwca 2014

Moi ulubieńcy cz. I

Na różnych vlogach i blogach kosmetycznych mnóstwo dziewczyn przedstawia swoje ulubione produkty kosmetyczne. Ja chciałam nieco ten temat przerobić pod siebie, a że jestem ogromną fanką zdrowych produktów kuchennych, to taki też Wam dziś wpis zaprezentuje! Moi ulubieńcy, czyli podstawowe produkty, bez których nie wyobrażam sobie mojej kuchni cz. I. ;) Mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu taki temat Was zainspiruje i sami podzielicie się swoimi produktami, bez których Wy nie wyobrażacie sobie gotowania, czy nawet życia... 

 



1. No od początku! Na pierwszy ogień porcja zdrowego zboża a więc pełnoziarnisty chleb, wypiekany w domowym zaciszu. Niezbędny do przygotowania kanapek na wynos, czasem na śniadanie - na słodko, czy słono - jak kto woli. Ogromną zaletą domowych wypieków jest to, iż możemy świadomie kontrolować wszystko, co do takiego chleba dodajemy i wzbogacać o ulubione ziarna (słonecznik, pestki z dyni, sezam, siemię itp.) Muszę podkreślić, że w moim domu mistrzynią wszelakich wypieków jest moja siostra (jeśli to czytasz, to pozdrawiam:P)

       
 


Równo rok temu zrezygnowałam z białego pieczywa i chrupkich "chlebków" na rzecz ich ciemniejszych odpowiedników. Przerzucenie się na pełnoziarniste pieczywo było prostsze niż mi się wydawało! Teraz już wyrobiłam w sobie taki nawyk, sięgania tylko po to, co z pełnego przemiału. Polecam, jeśli jeszcze się nie zdecydowaliście:) O zaletach pełnego ziarna pisałam już wcześniej na blogu i odsyłam do lektury TU! Oczywiście nie robię wielkiego problemu, gdy mój facet czasem się zapomni i zrobi mi na śniadanie kanapeczki z jasnego chleba - raz za czas to nie tragedia;)

Czasami zdarza mi się, że gdzieś wyjeżdżam i wtedy biorę ze sobą opakowanie chleba pełnoziarnistego zakupionego w sklepie. I tu przy okazji, uczulam Was na studiowanie składu produktu. Producenci potrafią różnymi dziwnymi rzeczami zapychać chleb, aby tylko zaoszczędzić na produkcji. Bardzo często stosuje się farbowanie chleba np. karmelem aby konsumentowi wydawało się, że kupuje coś pełnoziarnistego. Kolejną próbą oszustwa klienta jest dodawanie syropu glukozowego (który wzbogaca jedynie o dodatkowe kalorie), czy innego rodzaju dodatki (stabilizatory, skrobię ziemniaczaną, serwatkę w proszku, mleko). Warto pamiętać, że pieczywo foliowane jest bardziej narażone na pleśnienie. Wybierajcie przede wszystkim to, którego data przydatności do spożycia to nie kilkanaście miesięcy naprzód, bo oznaczać to może iż zastosowano w nim sporo dodatków przedłużających jego żywotność...




***



2.  Pomidor - kolejna rzecz na liście moich kuchennych produktów "must have". Już niedługo będę miała swoje w ogródku, ale do tego czasu muszę zadowolić się sklepowymi. Za co lubię to warzywo? Jest ono bardzo niskokaloryczne, dlatego można ich w ciągu dnia zjeść naprawdę sporo. Ponad to ma świetny smak! Nie wyobrażam sobie tygodnia bez jajecznicy na cebulce i pomidorach, sałatek z ich dodatkiem, makaronu z sosem ze świeżych pomidorów...

  Co jeszcze przemawia za tym, aby je uwzględnić w swojej diecie? Przede wszystkim to, że zawierają w swoim składzie min. witaminy A, B1, B2, C, PP, kwas foliowy niewielkie ilości D, E i K, oraz składniki mineralne – związki potasu, ale także sodu, wapnia, żelaza, miedzi, fosforu i magnezu. Warto zaznaczyć, iż pomidory są niezwykle bogate w  likopen, który nadaje im czerwony kolor. Likopen, chroniąc nasze komórki przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, tym samym chroni organizm przed nowotworami, chorobami serca, zaćmą i wieloma innymi schorzeniami. Przetwory pomidorowe, poddane obróbce termicznej ( szczególnie te z dodatkiem oleju ) są lepszym źródłem likopenu niż surowe pomidory. Np. sosy przygotowane z dodatkiem oliwy podnoszą zawartość likopenu 2-3 krotnie

Zawsze wybierajcie te pomidory, które mają najbardziej intensywny kolor i aromat ( powąchaj od strony szypułki). Mocny ich zapach świadczy o tym, że pozwolono im spokojnie dojrzewać na krzaku. Przedwcześnie zerwany i “dochodzący” np. na parapecie zawiera o wiele mniej substancji zapachowych i odżywczych. 100g pomidorów to ok. 18kcal (niektóre źródła podają, że 15kcal).


Jeśli znudziła Wam się tradycyjna pomidorowa, lub pomidor na kanapce, mam dla Was zupełnie inną inspiracje! Co powiecie na wypełnione warzywami sezonowymi naleśniki? Mój przepis znajdziecie na blogu, tutaj...



..a może jajecznica z dodatkiem świeżych pomidorków?!

lub taki oto, "potreningowy" obiad (gotowany ryż, zapiekany z cukinią, pomidorami i przyprawami, podany z jajkiem sadzonym i kanapką z pastą z białego sera)





***


3. To zielone "coś", przypominające jajo, to nic innego jak owoc awokado! Na jego bazie możemy zrobić aromatyczne guacamole, zdrowszą wersję "nutelli" , dodać do sałatek lub po prostu posmarować nim chleb zamiast masła. Chociaż awokado zawiera dużo kalorii (na 100g - 160kcal.), są to kalorie pełne wartości odżywczych. Zatem jakie dobrodziejstwa możemy wymienić spośród tych, które oferuje nam awokado?


  •  jest bogate w witaminy B, E i K
  •  zawiera 35% więcej potasu niż banany 
  • ma szerokie właściwości przeciwzapalne 
  • Jednonienasycone kwasy tłuszczowe, których skarbnicą jest awokado, mogą zapobiegać lub odwrócić oporność insulinową, jedną z przyczyn cukrzycy typu II.
  • zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry oraz pomaga zadbać o ładne włosy i cerę dzięki zawartej w nim wit. E
  • zawiera błonnik – w tym rozpuszczalny i nierozpuszczalny, których organizm potrzebuje, aby utrzymać sprawne działanie układu trawiennego. Rozpuszczalny błonnik spowalnia rozkład węglowodanów w organizmie, pomaga zapobiegać skokom poziomu cukru we krwi. Błonnik nierozpuszczalny oczyszcza układ pokarmowy – profilaktyka zaparć, a przy tym mniejsze ryzyko wystąpienia raka jelita grubego.
  • dostarcza kwas foliowy. 


Wybieraj te owoce, które nie mają widocznych, dużych plam i nalotów. Aby sprawdzić, czy owoc jest już wystarczająco miękki, wystarczy przycisnąć go od strony szypułki. Jeśli się da łatwo "wcisnąć" to znaczy, że awokado jest w sam raz miękkie.



Jeśli jeszcze nie mieliście okazji spróbować, koniecznie sprawdźcie przepisy od naszych fanów na:

 oraz 




***



4. Mają 50 kcal na 100g. Są świetną przekąską i często poleca się je w dietach odchudzających ze względu na sporą ilość błonnika. Najwięcej ich wartości odżywczych znajduje się pod kolorową skórką, dlatego poleca się jeść je na surowo, umyte, ale nie obrane i w ten sam sposób gotować, czy piec.

 Jabłka, nasz narodowy, często niedoceniany skarb! 
Czy wiecie, że owoce te pomagają oczyszczać nasz organizm z trujących związków? Podczas trawienia pektyny wiążą niektóre metale ciężkie (kobalt i ołów) w nierozpuszczalne sole, a następnie są wydalane. Dlatego właśnie o regularnym ich spożywaniu powinny pamiętać osoby nałogowo palące papierosy, osoby mające w pracy do czynienia ze związkami toksycznymi, czy mieszkańcy większych miast. 

Jabłka zawierają wiele witamin, ale spośród nich najważniejsza jest witamina C, która wspomaga naszą odporność i bierze udział w wielu procesach metabolicznych np. biosyntezie kolagenu, przeciwdziałając wiotczeniu skóry i przywracając jej młody wygląd. Spora zawartość flawonoidów sprawia, że "uwielbia" je również nasze serce i cały układ krwionośny. Są potencjalnym obrońcą przed miażdżycą. Ważną zaletą jabłek jest również, działanie odkwaszające organizmu, a to za sprawą bardzo dużej ilości zasadowych soli mineralnych. Aby zachować jak najwięcej ich właściwości zdrowotnych warto zajadać je na surowo lub jako dodatek do surówek. Jabłka jednak świetnie komponują się z pieczonym mięsem kaczki, można je wykorzystywać do słodkich deserów, czy domowych przetworów. Ja bardzo lubię te twardsze i soczyste.



Inspiracja jabłkowa?! Zobacz na naszej stronie przepis - Zapiekanka jabłkowa z ryżem.




zaletę, że oczyszczają organizm z substancji trujących. Podczas trawienia pektyny wiążą niektóre metale ciężkie (kobalt i ołów) w nierozpuszczalne sole, które są potem wydalane z organizmu. Zatem o jedzeniu jabłek powinni pamiętać głównie nałogowi palacze, mieszkańcy dużych miast, ośrodków przemysłowych oraz osoby mające w pracy styczność ze związkami toksycznymi

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/Jablka-chronia-przed-zawalem-i-zaparciami-wzmacniaja-zeby-ulatwiaja-od_35460.html
zaletę, że oczyszczają organizm z substancji trujących. Podczas trawienia pektyny wiążą niektóre metale ciężkie (kobalt i ołów) w nierozpuszczalne sole, które są potem wydalane z organizmu. Zatem o jedzeniu jabłek powinni pamiętać głównie nałogowi palacze, mieszkańcy dużych miast, ośrodków przemysłowych oraz osoby mające w pracy styczność ze związkami toksycznymi

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/Jablka-chronia-przed-zawalem-i-zaparciami-wzmacniaja-zeby-ulatwiaja-od_35460.html
***




  


5. Kolejna rzecz - serek wiejski! Świetna sprawa dla tych, którym dawno już znudził się tradycyjny kurczak jako źródło białka. Bardzo lubię tego typu serki na słodko, ale i na słono sprawdzają się znakomicie. Na 100g produktu jest aż 11g białka i tylko 3g węgli - to bardzo fajne proporcje i można z czystym sumieniem polecić go jako idealną kolację (oczywiście z jakimś wzbogaceniem, najlepiej w towarzystwie warzyw i ziół). Bardzo często używam tego serka zamiast śmietany do sosów (fajnie łączy się np. ze szpinakiem) ale nieziemsko smakuje z dodatkiem owoców. Teraz taka ciekawostka - serek wiejski jest to świetna przekąska, kiedy złapie nas wilczy apetyt na coś słodkiego. Okazuje się, że odpowiednio wysoka podaż protein sprawia, że jadamy mniej, a także mamy mniejszy apetyt na słodycze. Warto wypróbować, czy na Was również taki "myk" działa:)


Fanom owoców polecam wypróbowanie deseru na bazie serka "cottage cheese" z dodatkiem ksylitolu/miodu i garści świeżych truskawek!

voilà...






***



6. Jeśli już jesteśmy w temacie białka... Jogurt grecki - jest niezastąpionym produktem w lodówce każdej odchudzającej się osoby. Zawiera mniej cukru niż jogurt naturalny, dlatego ma opinie zdrowszego. Świetnie zastępuje majonez w sałatkach i sosach, a także śmietanę w zupach czy innych potrawach. Jest niezwykle uniwersalny, ponieważ idealnie sprawdza się serwowany na słodko: z naleśnikami, owocami, deserami, czy z musli, jak i na słono: do chłodników, sałatek, sosów, jako podstawa lekkich dipów, zabielacz do zup itp. 

  

Mój ze zdjęcia ma całkiem sporo tłuszczu, bo aż 10 % ale z reguły dodaję niewielką ilość (np. łyżkę do zabielenia zupy - kremu, do sałatki, czy łyżeczkę do twarogu aby łatwiej się zmiksował.). Możecie wybrać jego wersję "odtłuszczoną" ale wtedy warto się zainteresować składem takiego jogurtu "light". Często producenci odtłuszczony produkt "dopychają" różnorakimi substancjami, aby tylko polepszyć smak. 

Dobrze jest, raz na zawsze wymazać ze swojej listy zakupów jogurty owocowe, czy inne smakowe nowości. Nie ma sensu faszerować się tym sposobem cukrem i chemią... Co gorsza, mnóstwo rodziców, zachęconych reklamami kupuje swoim pociechom "pyszne i zdrowe" deserki, z uśmiechającą się krówką z opakowania. Pewnie! Nie ma to jak od małego "dobrze" karmić malucha cukrem i innymi dodatkami, pielęgnując w nim niezdrowe nawyki żywieniowe. Szkoda tylko, że tak mało osób zamiast zwracać uwagę na skład, wybiera te produkty, które zachęcają piękną szatą graficzną. Tymczasem w szklance jogurtu polecanego "dla dzieci" może być do 5 łyżeczek cukru! Nie mówiąc już o kolorowych drażetkach, posypkach i cukiereczkach, które również mają zachęcić dzieciaki do sięgnięcia właśnie po ten jogurt, w ich oczach bardziej "atrakcyjny".

  Dorośli mają wybór, mogą kupić dla siebie albo zdrowszy, mniej przetworzony produkt albo ten nafaszerowany cukrem, słodzikami, konserwantami i inną chemią. Jednak co mnie bardzo denerwuje, to takie właśnie próby przyćmienia zdrowego rozumu i rozsądku różnorakimi reklamami i chwytami marketingowymi przez producentów, które wymierzone są w najmłodszego konsumenta. Ciekawe czy właściciele tych firm z branży spożywczej także karmią swoje pociechy swoimi produktami?!


Pewnie kojarzycie reklamę, w której aktorzy przekonują iż regularne spożywanie pewnego jogurtu smakowego wspomaga florę bakteryjną w naszym przewodzie pokarmowym i jednocześnie odchudza. Jest to prawdą, ale takie właściwości zawiera sporo produktów pochodzenia mlecznego (jogurty, kefiry). Ten reklamowany jest akurat chyba najgorszym wyborem ze względu na ogromną dawkę cukru, który dosypuję się dla polepszenia smaku. Jeśli naprawdę zależy Wam na zadbaniu o swoje jelita, to wybierzcie naturalny jogurt zawierający mleko i bakterie probiotyczne, ale koniecznie bez dodatków cukrów. Uchronicie tym samym swoje zdrowie oraz swój portfel :)

P.s. Zawsze można do naturalnego jogurtu wsypać garść swoich ulubionych owoców i 3 łyżki domowego musli - macie prawdziwe śniadanie mistrzów!







 
***



7. Moja kolejna miłość - makarony! Świderki, rurki, spaghetti, Tagliatelle, kokardki - wszystko jedno jaki kształt, ważne aby były faktycznie pełnoziarniste. Myślę, że produktu tego nie muszę Wam specjalnie przedstawiać, bo każdy pewnie doskonale zna i jestem pewna, że nie raz gościł na Waszych talerzach, prawda? Nieprawdą jest, że na redukcji trzeba całkiem rezygnować z dań mącznych, bo są tuczące... Wystarczy wybierać te z pełnego ziarna, gotować je al'dente, zamienić tłusty sos na bardziej lekki i porcję nakładać z umiarem. Makarony mają tą zaletę, że świetnie nadają się jako sycący dodatek do zup lub sałatek, do lekkich sosów na słodko i słono (tutaj moimi faworytami są: sos pomidorowy ze świeżych pomidorków, sos szpinakowy z białym serem, aromatyczne pesto oraz lekki sos pieczarkowy), czy też za jego pomocą przyrządzić zapiekanki mięsno - warzywne.

Ja nie wyobrażam sobie nie zjeść 2 razy w tygodniu jakiegoś dania z makaronem w roli głównej. Najczęściej takie potrawy przyrządzam w dni treningowe, kiedy to mój organizm potrzebuje dodatkowego zastrzyku energii i idealnie wtedy spisuje się np. włoska pasta!

 

Świderki szpinakowo - serowe (z serkiem wiejskim) 


... w wersji z Tagliatelle i serem twarogowym:


... lub wersja z sosem serowo - pieczarkowym:



***


8. Poznajecie te małe, okrąglutkie ziarenka? Tak! To soczewica! O jej właściwościach pisaliśmy już na Motywatorni i zainteresowanych odsyłam do wpisu tutaj :) Produkt ten bardzo często jest stosowany w diecie wegetariańskiej ze względu na spore pokłady białka, które zawiera. Niestety nie jest to białko pełnowartościowe, co nie zmienia faktu, że warto z soczewicą poznać się bliżej i zaprzyjaźnić. Obecnie jest powszechnie dostępna, znajdziecie ją w większości sklepów w dziale ze "zdrową żywnością", cenowo także przystępna. Jest kilka odmian, z czego ja upodobałam sobie najbardziej tą zieloną. Robiłam z soczewicy już pasztet (pychota!), kotleciki, zupę krem i czasem jem ją jako dodatek do drugiego dania w zastępstwie za ziemniaki.

 

Jeśli chcielibyście spróbować czegoś pysznego z soczewicy, to polecam przetestować mój przepis na kotleciki soczewicowe. Ewentualnie drugi, bardziej rozbudowany przepis na te same kotlety znajdziecie TU! 



***


9. Jest jednym z najstarszych środków leczniczych, używanych już w XVI wieku p.n.e. Hipokrates zalecał jedzenie czosnku w chorobach płuc i dla pobudzenia czynności układu pokarmowego. Niektóre źródła podają, że starożytni lekkoatleci przed olimpiadą żuli ten specyfik aby zapobiec chorobom, natomiast Indianie amerykańscy wykorzystywali go do gojenia ran. Czosnek! Kiedyś przeze mnie znienawidzony, a obecnie uwielbiany. Pamiętam, jak moja babcia, jeszcze kilkanaście lat temu, podawała nam na przeziębienie mleko z czosnkiem...  ohyda! A jednak coś w tym jest. Okazuje się, że jest to roślina poprawiająca objawy wielu chorób, ma działanie antyoksydacyjne, przywraca pamięć, dodatnio wpływa na układ odpornościowy, zapobiega złośliwym nowotworom. Udowodniono, że przynosi poprawę w astmie, gruźlicy, zapaleniu oskrzeli, owrzodzeniu żołądka, grzybicy, chorobach układu oddechowego. Zawiera mangan, selen, german, witaminę A oraz C, a także cynk. Działa korzystnie na układ krążenia i nasze serce, stosowany także w profilaktyce miażdżycy. Czosnek wspomaga prawidłowy przepływ krwi i proces krzepnięcia, co sprzyja zapobieganiu zawałom serca i udarom mózgu. Jeszcze jedna rzecz, o której warto wiedzieć: czosnek pomaga obniżać zły cholesterol!

Nie wyobrażam sobie większości potraw bez tego dodatku, bo i do zup jest niezbędny i do kotlecików z soczewicy, do sosów, ryb, placuszków warzywnych jak również jest bazą sosu jogurtowo-czosnkowego, którego jestem chyba największą fanką. Jeśli ktoś chce zdrowiej się odżywiać i spróbować ograniczyć spożywanie soli to warto właśnie takim dodatkiem urozmaicać smak potraw i zastępować niepotrzebną sól.

 

 Czosnek świetnie podkreśla smak mięs, sałatek i zup ale nie tylko:) Pamiętajcie, aby kupować ten z Polski nie z Chin. Chiński znajdziemy dzisiaj niemal w każdym sklepie. Jest dużo większy, śnieżnobiały, okazały. W smaku znacznie łagodniejszy a przede wszystkim jest też sporo tańszy. Specjaliści podkreślają, że czosnek chiński jest mniej aromatyczny oraz zawiera mniej allicyny (substancji bakteriobójczej), która uwalnia się w czasie rozgniatania. A przecież to właśnie jej obecność decyduje o wyjątkowych właściwościach leczniczych i zapobiegawczych czosnku. Chińskie odmiany mają też mniej olejków eterycznych i innych cennych substancji.


***


 






10. To, że warto jeść ryby wie chyba każdy, ale nie każdemu pasuje intensywny, "rybi" smak. Wyjątkowo delikatnym smakiem charakteryzuje się mięso łososia - jest to chyba najlepsza ryba jaką jadłam do tej pory. Ja baaardzo długo nie mogłam się przekonać do jedzenia czegokolwiek, co wcześniej się ruszało. W końcu, za namową lekarza musiałam "polubić" mięso, więc zaczęłam od przemycania wędzonego łososia w kanapkach, pod warzywnym przykryciem. Obecnie jest to jeden z moich ulubionych produktów kanapkowych. Najlepsza alternatywa dla szynek i kiełbas, które omijam szerokim łukiem.
Jest niestety drogi, ale od czasu do czasu warto pozwolić sobie na taką rozpustę. 

Jeśli nie przekonuje Was łosoś, możecie równie dobrze wybrać inną rybkę (dorsza, tuńczyka, makrelę, pstrąga), ważne aby była świeża (jeśli zbyt intensywnie "cuchnie" rybą, to prawdopodobnie nie jest już dobrej jakości) i wcześniej zamarynowaną upiec w piekarniku z warzywkami.

Jakiś czas temu Pani Kasia Bosacka poświęciła cały odcinek swojego programu WIEM, CO JEM "królowi ryb". Jeśli interesuje Was jakie wartości odżywcze zawiera ten gatunek, jak wybierać go w sklepie i czym się różni łosoś wędzony na zimno, od wędzonego na ciepło, to polecam Wam zobaczyć ten odcinek w sieci - "WIEM, CO JEM" - ŁOSOŚ





***


11. Kasza - jest naturalnym i nieprzetworzonym, świetnym źródłem energii. Im grubsza, tym więcej błonnika. Najwięcej znajdziemy go w kaszy gryczanej (mojej ulubionej) i pęczaku. Dzięki błonnikowi pomaga regulować procesy trawienia, zapobiegając zaparciom, nowotworom jelita grubego i hemoroidom. To między innymi za sprawą błonnika kasze zaliczamy do produktów o niskim indeksie glikemicznym. Oznacza to, że po posiłku węglowodany uwalniają się stopniowo przez długi czas. My dłużej czujemy się syci, a w ciągu dnia nie dopada nas nagły głód i ochota na słodycze. Kolejną zaletą kasz jest jej wpływ na obniżanie stężenia złego cholesterolu we krwi.
 Warto wiedzieć, że kasze są dobrym źródłem magnezu, cynku, żelaza, potasu i witamin z grupy B. Dzięki wysokiej zawartości tych składników, wprowadzanie kaszy do jadłospisu pomoże zapobiegać pogorszeniu koncentracji, rozdrażnieniu, bezsenności, bolesnym skurczom mięśni, kołataniu serca, łuszczeniu się naskórka, a nawet niepłodności. Ponadto jedząc regularnie kasze  po pewnym czasie zauważymy poprawę wyglądu skóry, włosów i paznokci, a wszystko to dzięki zawartych w niej witaminach z grupy B.



Dużym jej plusem jest niska cena, łatwość w przygotowaniu oraz bezproblemowa dostępność w każdym sklepie spożywczym. Kasza to niezwykle inspirujący produkt spożywczy! Ja osobiście uwielbiam i polecam kasze gryczaną oraz jaglaną. Ta pierwsza świetnie sprawdza się w połączeniu z mięsami, rybami, do sosów, czy zapiekana. Jaglaną można przygotować i na słono i na słodko; na śniadanie, obiad i kolacje! Z owocami, z twarogiem na słodko, z sosami, mięsami, warzywami - tutaj jedyne co nas ogranicza to nasza wyobraźnia;-) A czy wiecie, że jaglanka nie zawiera glutenu, rozgrzewa i odkwasza organizm, dzięki czemu mamy więcej energii i lepiej się czujemy?





WAŻNE! Jeśli kupujecie kasze pakowane w torebkach plastikowych, dobrze jest przed wrzuceniem do gotującej się wody, wysypać kaszę z torebki. A jeśli chcemy aby kasza jaglana nie była gorzkawa po ugotowaniu, można przed gotowaniem przelać ją najpierw zimną, a potem gorącą wodą.



***




12. Jedna z moich ulubionych herbatek ziołowych - rooibos. Jest idealnym zamiennikiem zwykłej czarnej herbatki, ma bardzo delikatny smak, bliżej do określenia ciężki ale można się uzależnić:) Jeśli ktoś preferuje słodkie napoje można podawać z odrobiną miodu. Kupuję z reguły w sklepach z herbatami, bo mam wrażenie, że takie są bardziej aromatyczne niż torebkowane z supermarketu. Taka paczuszka kosztuje w dobrym sklepie herbacianym parę złotych, ale starcza to naprawdę na długo (między innymi dlatego, że zaparza się go nawet po kilka razy). Są w sklepach różne warianty smakowe dla tych, co nie lubią naturalnego smaku tego naparu. O Właściwościach prozdrowotnych tego napoju pisałam kiedyś na blogu. O właśnie tu!



 ***







13. Majowie i Aztekowie cenili je bardziej niż złoto. Na nasz kontynent sprowadzone przez Krzysztofa Kolumba, szybko zdobyło swoją popularność na dworach Hiszpańskich, a potem w całej Europie. Oczywiście mowa o ziarnie kakaowca.

 

  • Kakao ma bardzo dobry wpływ na układ sercowo-naczyniowy. Wszystko to dzięki zawartości flawonoidów. Niestety przez to, że mają one gorzki smak, są usuwane z produktów takich jak czekolada ( mleko i cukier jeszcze dodatkowo obniżają ich działanie). Można w zastępstwie spożywać gorzką czekoladę, która także zachowuje flawonoidy. To one, według badań poprawiają: ukrwienie mózgu, pamięć krótkoterminową i krążenie krwi. Ponadto skutecznie obniżają ciśnienie tętnicze. Naukowcy z Instytutu Zdrowia Publicznego w Holandii wykazali, że osoby spożywające kakao są o połowę mniej narażone na zgon z powodu choroby serca.
  • Nasiona kakaowca są najbogatszym źródłem magnezu. Jest on bardzo skuteczną bronią przed stresem. Chroni serce, wspomaga przepływ krwi, lepsze jej dotlenienie, podnosi wydajność umysłu, relaksuje mięśnie, zwiększa elastyczność i pomaga budować mocne kości. Wśród dużej części społeczeństwa magnez występuje w niedoborze, więc warto go na bieżąco uzupełniać.
  • W kakao znajdziemy również ogromną ilość antyoksydantów, więcej niż w jakimkolwiek innym produkcie. Spożywanie kakao w naturalnej postaci pomaga uzupełniać niedobory żelaza, zaspokaja bez problemu jego dzienne zapotrzebowanie a to skuteczna broń przeciwko anemii.
  • Ziarna kakaowca zawierają wystarczająco dużo chromu, aby uzupełnić jego niedobry. Jest on ważnym minerałem, który pomaga utrzymać odpowiedni poziom cukru we krwi. Podnosi poziom serotoniny (tzw. hormon szczęścia) w mózgu. Pomaga ona w walce ze stresem i depresją.

  • Anandamid jest endorfiną, która jest naturalnie produkowana po wysiłku fizycznym. Kakao to jedyna roślina, która go zawiera. Jest on uwalniany, gdy mamy dobre samopoczucie. Dzięki kakao możemy przez dłuższy czas czuć się lepiej. 

  • Surowe kakao zawiera, także kwasy tłuszczowe Omega-6, witaminę C oraz Fenyloetyloaminę (PEA) – jest ona produkowana w naszym organizmie, kiedy jesteśmy zakochani, pomaga także zwiększyć czujność i poprawić skupienie.

 

Jakie kakao wybierać?! Na pewno nie to dosładzane (które producenci oznaczają jako dedykowane dla dzieci - o zgrozo!). Najlepiej szukać na półkach sklepowych, takiego zwykłego, bez dodatku cukru, odtłuszczonego. U mnie w domu się tak już tak utarło, że kupujemy z reguły to ze zdjęcia wyżej. Ma intensywny kakaowy smak i barwę (istnieją firmy, które produkują jakiś dziwnie jasny ten kakaowy proszek). 

W jaki sposób możecie przemycić go do jadłospisu? Ja uwielbiam dodawać łyżeczkę kakao do odzywki białkowej o smaku bananowym i powstaje nieziemska, bananowo-kakaowa mieszanka. Dodaję go również do twarogu, kiedy ucieram go na słodko np. do naleśników. Często, kiedy mam ochotę na coś słodkiego miksuję kefir z odrobiną ksylitolu i łyżką kakao - powstaje wtedy bardzo smaczny koktajl...






Jeszcze trochę inspiracji:
o naleśnikach już kiedyś wspominałam, o Tu!
Polecam właśnie w wersji z serowo - kakaową masą.




***


14. Migdały, u mnie stanową przekąskę lub dodatek do deserów, musli czy nawet koktajli (czasami wymiennie kupuję pestki dyni lub daktyle). Warto je jeść szczególnie w okresie wzmożonego stresu i wysiłku psychicznego, ponieważ jest to jedno z najlepszych źródeł magnezu, który dba o nasz układ nerwowy. Ponadto, zawierają one fosfor oraz potas  ( odpowiedzialny jest za prawidłową pracę serca, usuwanie produktów przemiany materii oraz zaopatrywanie mózgu w tlen). 100 g migdałów zawiera także ponad 200 mg wapnia, a więc głównego budulca zębów i kości.

 Ciekawe, czy wiecie, że migdały są źródłem zdrowych tłuszczy a także witaminy E dzięki czemu korzystnie wpływają na stan włosów, skóry i paznokci oraz zapobiegają przedwczesnemu starzeniu się a nawet powstawaniu rozstępów?!


 




***


Na koniec jeszcze mała wzmianka o niezwykle ważnych produktach w diecie - tłuszczach: bardzo często mówi się, że przy redukcji trzeba ich unikać. Złą sławę tłuszcze zawdzięczają swojej wysokiej kaloryczności. Warto pamiętać, że obok niezdrowych tłuszczy trans istnieją także te zdrowe i je jak najbardziej polecamy! A które z nich są warte uwagi?

- Olej arganowy - w 80% składa się z nienasyconych kwasów tłuszczowych (omega 6 i omega 9). Posiada w składzie dwa razy więcej wit. E niż oliwa z oliwek.

- Olej orzechowy - jedna jego łyżka pokrywa dzienne zapotrzebowanie człowieka na kwasy omega-3. Jest on również bogaty w witaminy A i B. Ta druga odpowiedzialna jest za regenerację układu nerwowego, dlatego olej ten ma działanie antystresowe. Natomiast zawarta w nim witamina E korzystnie wpływa na skórę. Dzięki swoim właściwościom opóźnia procesy starzenia, czy zapobiega pojawianiu się zmarszczek. Co więcej, olej orzechowy ma także działanie obniżające ciśnienie i cholesterol. Ten rodzaj tłuszczu poleca się więc osobom, które mają problemy z sercem.

-Olej z pestek dyni - jest lekkostrawny ze względu na kombinację kwasów tłuszczowych nienasyconych.

-Olej kokosowy - chociaż jest głównie źródłem tłuszczy nasyconych, to stanowić może cenny element zdrowej diety. Jest znakomitym źródłem energii dla pracujących mięśni, a dodatkowo działa termogennie, co może być szczególnie korzystne dla osób walczących z nadwagą. Olej ten jest stabilny termicznie i może być używane nawet do długotrwałego smażenia.

-Oliwa z oliwek - uznawana jest za jedno z lepszych źródeł tłuszczu, dostarcza głównie nienasyconych kwasów tłuszczowych. Dodatkowo cechuje ją wysoka zawartość związków fenolowych, pełniących rolę przeciwutleniaczy i korzystnie wpływających na nasz organizm.

- Olej lniany - jest szczególnie polecany osobom, które nie jadają ryb. Warto jednak sobie zapamiętać, że tłuszcz ten absolutnie nie nadaje się do smażenia czy innego rodzaju obróbki termicznej! Dodatkowo trzeba zachować pewien umiar w spożyciu oleju lnianego, ponieważ jest on źródłem również innych związków aktywnych biologicznie w tym takich, które wykazują lekko estrogenne działanie. Kupując olej lniany należy zwrócić uwagę by był opisany jako wysokolinolenowy, niektóre produkty dostępne w sklepach posiadają obniżoną zawartość kwasu alfa-linolenowego, co przedłuża ich trwałość, ale diametralnie zmienia właściwości.

- Olej rzepakowy - przewyższa oliwę z oliwek zawartością kwasu afla-linolenowego (omega 3) przy jednocześnie niskim udziale kwasu linolowego (omega 6), co uznać należy za niewątpliwy walor. Niestety spora zawartość kwasu linolenowego sprawia, że olej ten gorzej znosi wysokie temperatury, ale do niezbyt długiego smażenia nadaje się znakomicie.

Powyżej opisane tłuszcze, nie dość, że zawierają cenne witaminy, mikro i makro - elementy, działają antyoksydacyjnie i pomaga "przesuwać" się jedzeniu w jelitach, to regularne ich stosowanie pomoże obniżyć poziom złego cholesterolu, wzmocnić odporność, chronić przed chorobami układu krążenia i układu nerwowego. Ponadto istnieje grupa witamin, niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, rozpuszczalnych właśnie w tłuszczach. Są to witaminy A, D, E, K. Ich wchłanianie zwiększa się pod wpływem tłuszczu zawartego w pożywieniu.

Innym źródłem dobrych tłuszczy są wcześniej wspomniane: ryby, awokado, orzechy włoskie czy migdały.


PAMIĘTAJMY, że nie wszystkie oleje i oliwy nadają się do smażenia, a najlepszym sposobem wprowadzania ich do diety jest wg. mnie przyrządzanie sałatek z ich dodatkiem;) Ja do sałatek bardzo lubię dodawać olej rzepakowy lub oliwę z oliwek, a do smażenia używam tylko i wyłącznie dobrej jakości oleju kokosowego





***


To by było na tyle, jeśli chodzi o pierwszą cześć moich ulubionych produktów! Ich lista jest bardzo długa więc powolutku będę Wam je przedstawiać i trochę ciekawostek żywieniowych przemycać ;) Zachęcam Was do dzielenia się w komentarzu Waszymi ulubieńcami, bez których nie potraficie się obejść! 

P.s. Nie sugerujcie się firmami przedstawionych produktów. Fotografowałam te, które mam aktualnie w domu i nie jest to żadne lokowanie produktu, ani nic w ten deseń;-)





wtorek, 17 czerwca 2014

Moc nawilżenia!

Mówi się, że bez niej nie ma życia, ale nie ma też zdrowego, ładnego i młodego wyglądu naszej skóry! Mowa o wodzie w rzeczy samej! Wiele z nas nie zdaje sobie sprawy, jak ważne jest prawidłowe nawilżanie skóry, kiedy prowadzimy aktywny tryb życia. Pamiętajmy, że samo nawilżanie zewnętrzne lub wewnętrzne nie wystarczy. Tutaj musimy podejść do tematu holistycznie...


Zmienne warunki atmosferyczne, zbytnia ekspozycja na słońce, ciężkie treningi i codzienne, kilkakrotne mycie twarzy  - to wszystko i cała masa innych czynników, towarzyszących aktywnym fizycznie sprzyja wysuszaniu i starzeniu się naszej skóry. A to właśnie ona jest najprawdziwszym barometrem naszego nastroju i stanu zdrowia jak również sposobu odżywiania! Dlatego w tym wpisie chciałabym zachęcić Was do przyjrzenia się swoim nawykom pielęgnacyjnym. Czy aby na pewno poświęcacie wystarczająco dużo czasu i uwagi swojej skórze?! A przecież nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć...

Aby sobie zobrazować, czym może skończyć się brak nawilżenia dla naszej cery, najlepiej przyjrzeć się jabłku. Jego skórka jest jędrna, gładziutka i lśniąca dopóki ma w sobie wystarczająco dużo wody. Kiedy traci naturalną wilgoć staje się wysuszona, pomarszczona i brzydka. Tak samo dzieje się z naszą warstwą ochronną - skórą. Na szczęście ona tak szybko nie ulega ogromnym zmianom, choć jej starzenie również wiąże się z utratą wilgoci.

U niemowlaka zawartość wody w skórze wynosi ok. 80%, u osoby starszej ten procent spada do 60. Codziennie z powierzchni naskórka odparowuje ok. 300ml wody, a ten niedobór jest uzupełniany z głębszych warstw skóry, gdzie tkwią wodne rezerwy. Powierzchnia naskórka jest najbardziej suchą warstwą, bo to ona ma bezpośrednio kontakt z niesprzyjającymi warunkami zewnętrznymi. Na szczęście w naszej skórze są zawarte tzw. gruczoły łojowe, które mają za zadanie produkować sebum. Sebum zaś ma kluczowe znaczenie dla funkcjonowania naszej skóry. Jego warstwa na skórze stanowi swoistą tarczę przed czynnikami zewnętrznymi, ale również dzięki niemu naskórek tak szybko nie traci wilgoci. Dlatego mówi się, że u osób z cerą tłustą lub mieszaną później pojawiają się pierwsze zmarszczki.
Na naszej skórze obecna jest warstwa sebum, tworzonego przez gruczoły łojowe. - See more at: http://www.helfy.pl/tradzik/ochronna-warstwa-sebum#sthash.AgI5qawz.dpuf
Na naszej skórze obecna jest warstwa sebum, tworzonego przez gruczoły łojowe. - See more at: http://www.helfy.pl/tradzik/ochronna-warstwa-sebum#sthash.AgI5qawz.dpuf
Na naszej skórze obecna jest warstwa sebum, tworzonego przez gruczoły łojowe. - See more at: http://www.helfy.pl/tradzik/ochronna-warstwa-sebum#sthash.AgI5qawz.dpuf

Ogromny wpływ na stan naszej skóry ma otoczenie, w którym przebywamy. W suchych, klimatyzowanych pomieszczeniach poziom wilgotności powietrza jest bardzo niski (poniżej 40% - najlepiej gdy wilgotność powietrza wynosi nie mniej niż 40%-50%), co powoduje odwodnienie skóry. W cieplejsze dni zagrożenie stanowią promienie UV, kąpiele w słonej wodzie i wiatr. Tymczasem zmniejszenie nawilżenia wierzchniej warstwy naskórka już o 3% wystarcza, aby odbiło się niekorzystnie na naszym wyglądzie. Odwodniona cera staje się szorstka, traci naturalny połysk i zdrowy koloryt, a w skrajnym przypadku pęka. Głębiej, w skórze właściwej, osłabiają się włókna kolagenowe i elastynowe, co powoduje szybsze starzenie się i wiotczenie.





Kosmetyczne nawilżenie

 

Bardzo często popełnianym błędem, jest nawilżanie skóry wodą od zewnątrz, co w efekcie daje odwrotny efekt od zamierzonego. Skóra dla wilgoci pochodzącej z otaczającego nas środowiska jest barierą nieprzepuszczalną. Nie ma możliwości, by wniknęła w jej głębokie warstwy. Wręcz przeciwnie, po zbyt długiej kąpieli skóra staje się jeszcze bardziej sucha i potrzebuje balsamu nawilżającego. Dzieje się tak dlatego, że woda zmywa część łojowej warstwy ochronnej naskórka i parując, zabiera z niego wilgoć. Natomiast po nakremowaniu pozostaje na niej warstwa substancji (tzw. film), które skutecznie zapobiegają uciekaniu wody z naskórka i same przyczyniają się do wzrostu stopnia jego nawodnienia. Przebywając długo na w pełnym słońcu, zaczynamy odczuwać suchość skóry. Idziemy wówczas zamoczyć się w wodzie, mając nadzieję na ukojenie podrażnionej skóry. Jednak po wyjściu z wody, za chwilę na nowo odczuwamy uczucie ściągnięcia i pieczenia skóry. Dodatkowym błędem jest nieosuszenie skóry po kąpieli. Wysychające na jej powierzchni kropelki wody działają jak soczewki, przyciągając więcej promieni słonecznych do skóry.


W kosmetykach nawilżających znajdziemy substancje, których głównym zadaniem jest wytworzenie na skórze bariery ochronnej, wspomagającej naturalne zatrzymywanie wody. Jedną z grup takich składników są substancje tłuszczowe, czyli oleje roślinne, ciekłe woski, lanolina i olejki. Pozostawiają one na powierzchni skóry wyczuwalny, tłustawy film utrudniający wodzie ucieczkę na zewnątrz. Nadają się głównie dla cery suchej. Z kolei dla cery tłustej i mieszanej idealne są substancje tzw. hydrofilowe, czyli rozpuszczalne w wodzie. Tworzą na skórze wodny film o podobnym działaniu jak tłuszczowy, jednak jest on prawie niewyczuwalny. Składniki te na krótko tworzą z wodą wiązania chemiczne i nie pozwalają jej uciekać.  Są to m.in.: proteiny z jedwabiu, migdałów lub z pszenicy oraz kwas hialuronowy. Prawie niewyczuwalny film na skórze powstaje przy udziale ceramidów. Są to składniki tłuszczowe, które wbudowują się w warstwę lipidową skóry i uzupełniają brakujące części cementu międzykomórkowego. Kremy z tymi substancjami nadają się dla każdego rodzaju skóry. 


Za poziom nawilżenia skóry odpowiada też kwas hialuronowy, ale spokojnie! Nie trzeba od razu pędzić na drogie zabiegi, bo jest to substancja naturalnie występuje w naszym ciele. Jego cząsteczki przyciągają aż 4 tys. razy więcej wody, niż same ważą. Kwas ten łączy włókna kolagenowe i elastynowe w skórze właściwej, oraz osłania warstwę rogową naskórka, zwiększając odporność skóry. Dobrze jest wybierać w aptece czy drogerii produkty wzbogacone o ten związek.


Woda a nasz organizm... 

 


Woda stanowi średnio 60% masy ciała człowieka. O ile dorosły człowiek bez jedzenia jest w stanie przeżyć ponad miesiąc o tyle bez wody nie przeżyje dłużej niż kilka dni. Mimo, że nie jest zaliczana do składników odżywczych to stanowi niezbędny element naszej diety i w żaden sposób nie możemy jej zastąpić. To ona pełni istotne funkcje w organizmie człowieka:
  • Stanowi środowisko dla większości procesów metabolicznych w ustroju – jest konieczna do zajścia złożonych reakcji chemicznych w naszym organizmie, stanowi środek transportu dla wielu składników: tlenu, enzymów, hormonów, składników odżywczych, wraz z wodą usuwane są toksyczne produkty przemiany materii;
  • Bierze udział w procesach trawiennych – jest podstawowym składnikiem enzymów trawiennych, umożliwia formowanie kęsa pokarmowego oraz wchłanianie składników odżywczych z przewodu pokarmowego;
  • Reguluje temperaturę ciała – chroni organizm przed przegrzaniem poprzez usuwanie nadmiaru ciepła wraz z potem;


Jeśli chcemy długo cieszyć się pięknym wyglądem skóry, a także zdrowiem fizycznym musimy codziennie pamiętać o odpowiednim nawadnianiu od wewnątrz, czyli poprzez jedzenie i picie.
 

 Okazuje się, że zalecane przez wielu ekspertów 2 – 2,5 litra samej wody mineralnej jest zaleceniem dość niefortunnym. Tak naprawdę pewną część tego zapotrzebowania dostarczamy sobie wraz z pożywieniem. Warzywa, owoce, zupy, koktajle, mleko, jogurty, kefiry i inne przetwory mleczne są również źródłem wody dla naszego organizmu. Dlatego jej podaż w postaci płynów uzależniona jest od naszej diety, aktywności fizycznej oraz warunków klimatycznych – średnio powinna kształtować się na poziomie 1,5 litra na dobę.


Czas na trochę ciekawostek dietetycznych: ogórek to świetne źródło wody! Zawiera jej aż 96 %. Niewiele mniej znajdziemy w arbuzie, melonie i truskawkach (92 proc.) Arbuz uzupełni też niedobory potasu, wapnia, magnezu czy sodu. Z kolei antyoksydanty zawarte w truskawkach zwalczają wolne rodniki, dzięki czemu spowalniają proces starzenia i chronią przed nowotworami.  Cennym źródłem wody w pożywieniu jest też sałata. Inne "nawadniające" owoce i warzywa to np. seler, kapusta, szpinak, jabłko, pomarańcze, marchew, ananas, gruszki, czy winogrona. Ok. 79-70 % wody w sobie mają ziemniaki, banany, awokado, krewetki. Nieco mniej rośliny strączkowe, łosoś, pierś z kurczaka, czy lody.

Mam nadzieję, że teraz już wiecie po co sięgać do lodówki, aby zawsze tryskać pięknym i młodym wyglądem ;-)
Krem nawilżający nie nawilża bezpośrednio cery, za to dostarcza jej składników, które poprawiają jej funkcjonowanie – pomagają w reperowaniu uszkodzeń, tworzeniu zdrowych komórek, produkcji kolagenu i elastyny oraz poprawianiu reakcji obronnych. Pośrednio więc przyczynia się do lepszego nawilżenia.

http://www.poradnikzdrowie.pl/uroda/twarz/Jakie-skladniki-powinien-zawierac-dobry-krem-nawilzajacy_38285.html



***

Drugą część mojego dzisiejszego wpisu poświęcę na recenzję płynu micelarnego Hydrain 3 Hialuro od Dermedic. Zostańcie ze mną do końca tego wpisu, bo już za kilka dni odbędzie się konkurs, w którym do wygrania jeden z kosmetyków z poniższego zdjęcia (trzeba będzie wykazać się spostrzegawczością!).



Moja przygoda z produktami od Dermedic'a miała swój początek, kiedy w jednym z Shinybox'ów znalazłam peeling enzymatyczny z owej firmy. Zakochałam się w nim i zaciekawiona, postanowiłam popróbować innych specyfików. Do tej pory udało mi się nazbierać sporą kolekcję produktów tej marki i przyznam szczerze, że obecnie Dermedic jest moim numerem jeden wśród firm dermokosmetycznych, a dlaczego? Dowiecie się już niebawem:)





  Mam bardzo wymagającą cerę. Z racji tego, że dużo trenuję to jest wystawiana na różne warunki atmosferyczne i potrzebuje ona podwójnego, a czasem nawet potrójnego nawilżenia. Jeśli chodzi o jej typ to raczej mieszana, ze skłonnością do "niespodzianek". Pielęgnacja to dla mnie podstawa i wolę wydać więcej na dobre produkty nawilżające, odżywiające i regenerujące niż dziesiątki złotych na podkłady, żeby zakrywać wszelakie niedoskonałości, tym bardziej teraz - latem. 

  Dobrodziejstwa płynące ze stosowania kosmetyków micelarnych poznałam już parę lat temu, kiedy zmagałam się z pojawiającymi się wypryskami. Dla cery wrażliwej, dodatkowo w pewnych miejscach tłustej i z wypryskami tradycyjne żele do mycia twarzy, drogeryjne płyny do demakijażu czy zwykły tonik nie koniecznie się sprawdzają. A jeszcze kupując 3 produkty wydajemy dziesiątki złotych bez gwarancji sukcesu. Tutaj z pomocą przychodzi płyn micelarny. Głównym jego składnikiem są mikroskopijne kuleczki zwane micelami. Dzięki swej specyficznej budowie działają jak magnes - "przyciągają" oraz pochłaniają nadmiar sebum lub/i cząsteczki makijażu. Za ich sprawą, płyn micelarny skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, które w ciągu dnia zbierają się na skórze. Bardzo delikatnie i dokładnie myje, nie wywołując podrażnień i nie naruszając bariery hydrolipidowej skóry ( co jest niezwykle ważne jeśli chcemy mówić o nawilżeniu!). Dzięki temu, płyn micelarny nadaje się nie tylko do oczyszczania twarzy, ale także do demakijażu oczu i z powodzeniem może zastąpić kosmetyki w formie mleczka czy żelu. Takim sposobem właściwości mleczka do demakijażu, żelu do mycia i toniku mamy w jednym kosmetyku i również możemy zaoszczędzić trochę czasu!






Wcześniej próbowałam micela z AA, który niestety, ale ogromnie mnie zawiódł. Nie zmywał dokładnie kosmetyków z buzi i pozostawiał taki nieprzyjemny film na skórze. Miałam wrażenie, że sprzyja on dodatkowo wypryskom i utrudnia oddychanie skóry. Potem jeszcze próbowałam innych kosmetyków z apteki - bez rewelacji. W końcu natrafiłam na płyn micelarny Hydrain 3 Hialuro (dla skóry suchej, bardzo suchej i odwodnionej) i bardzo się z nim polubiłam. Zaczynam już 3 opakowanie, dlatego też myślę, że mogę z czystym sumieniem go zrecenzować:


PLUSY:


  •  Po pierwsze i bardzo ważne, jest to jeden z niewielu kosmetyków, które potrafią zmyć mój tusz bez podrażnienia delikatnej skóry wokół oczu oraz bez potrzeby tarcia wacikiem ( następnego dnia nie budzę się z "oczami pandy" ). Bez trudu zmywa podkład, puder, róż.
  •  nie zostawia lepkiej warstwy – skóra jest jakby oczyszczona wodą, jest przyjemna w dotyku, oddycha.
  •  Zapach tego kosmetyku nie drażni w żaden sposób, jest wręcz bardzo przyjemny, świeży i subtelny - ogromny plus za to!
  • Podoba mi się uczucie świeżości i orzeźwienia po jego użyciu, dodatkowo uspokaja podrażnienia i nie pozostawia takiego uczucia lepkości jak płyn od AA, ( mnie osobiście doprowadza do szału jeśli coś mi się lepi na twarzy ),pozwala skórze oddychać.
  •  Na plus jest także opakowanie ze szczelnym zamknięciem, gdzie po zamknięciu nie ma prawa się nic wylać. Spokojnie można go zabrać do kosmetyczki i w podróż.
  •   Preparat ten jest wydajny, jeden nasączony wacik pozwala na zmycie delikatnego makijażu. Jeśli mam na sobie więcej make-up po jakiejś imprezie, generalnie zużywam wtedy dwa nasączone waciki.
  •  Kolejnym pozytywem przemawiającym za kupnem tego płynu jest cena. Jak na dermokosmetyk o świetnej jakości jego cena jest stosunkowo niska (w zależności oczywiście gdzie się go kupuje). Można upolować go w promocjach np. w Super-Pharm albo na Allegro. ( Jego sugerowana cena - 26 zł /200ml. Czasem można kupić jeszcze taniej - sprawdźcie koniecznie na allegro ;p)
  •   Usuwa nadmiar sebum, cera się nie błyszczy po zastosowaniu tego kosmetyku, nie jest wysuszona i ściągnięta.
  • .Przy regularnym stosowaniu z innymi produktami z tej serii (serum nawadniające, krem na dzień, peeling enzymatyczny czasem również krem do mycia) zauważyłam poprawę wyglądu cery: ładniejszy koloryt, znacznie mniej podrażnień a na dodatek buzia wygląda promiennie. 
  •   Hypoalergiczny
  • Dodatkowo ten micel zawiera składniki aktywne tj.: 
Woda termalna (w kosmetyce docenia się przede wszystkim jej właściwości kojące podrażnienia, odświeżające, redukujące zaczerwienienia itp.), Kwas Hialuronowy -wspomniany już wcześniejHydroveg VV ( Kompleks składników NMF - mocznik, lizyna, sól sodowa kwasu PCA, kwas mlekowy, obecnych w zdrowej skórze. Odpowiedzialny jest za utrzymanie nawilżenie w warstwie rogowej skóry )Gliceryna ( przyciąga cząsteczki wody do powierzchni skóry, dzięki czemu staje się gładsza i bardziej miękka. Posiada silne właściwości nawilżające. Osłania i chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Wnika w głąb naszej skóry i trzyma wilgoć zapobiegając nadmiernej przeznaskórkowej utracie wody. Łagodzi podrażnienia i koi skórę. Silnie wygładza i regeneruje. Poprawia elastyczność i jędrność naszej skóry. Jest doskonałym środkiem na spierzchniętą i zrogowaciałą skórę zwłaszcza na łokciach i kolanach.) *



MINUSY:


  •  Chyba jedyne do czego mogę się przyczepić to to, że produkty Dermedic'a jeszcze nie są tak powszechnie dostępne w aptekach jak bym sobie tego życzyła. W mojej aptece w ogóle nie prowadzą sprzedaży tych produktów. Z reguły te dermokosmetyki zamawiam w internecie. Czasami, jak jestem na mieście, to pytam ale też nie zawsze znajduję. Mam nadzieję, że szybko się to zmieni.





Mimo, że mam cerę mieszaną używam tego kosmetyku, a właściwie praktycznie całej serii "HYDRAIN3 HIALURO" i jestem bardzo zadowolona z efektów. Wcześniej do oczyszczania stosowałam również Tonik, Mleczko 2w1 z tej samej serii i  sprawdzało się równie fajnie, ale jest to produkt dla fanek kosmetyków o bardziej kremowej i cięższej konsystencji. Pamiętajcie, że oczyszczanie to podstawowy krok w codziennej pielęgnacji naszej cery! Dobrze, jeśli nie poprzestajecie tylko na tym jednym kroku. O tym już w następnej odsłonie kosmetycznej z cyklu "Moc nawilżenia". Mam nadzieję, że Was zbytnio nie zanudziłam i coś jednak z tych moich rozważań wyciągniecie dla siebie.






 Na koniec mam dla Was jeszcze ważne info! Jeśli chciałybyście przetestować krem na dzień Hydrain3 Hialuro jeszcze przez kilka dni, na specjalnej stronie trwają zgłoszenia do testów, do przetestowania jest 100 takich kremów! Zgłoszenia do akcji i regulamin znajdziecie tutaj -> TESTUJ KREM





P.s. Jestem bardzo ciekawa, czy Wy macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na utrzymanie swojej skóry w optymalnym nawilżeniu. Może macie ulubione nawilżające kosmetyki? A może używałyście już jakiś kosmetyków Dermedic i chcecie podzielić się swoją opinią? Chętnie poznam Wasze zdanie w tym temacie! Piszcie śmiało!

#Sammy

_____________________________

* informacje o składnikach aktywnych zaczerpnięte ze strony http://www.dermedic.pl